Nie masz konta? Zarejestruj się
Dzisiaj jest Czwartek, 23 lutego 2012
|
CarFocus.pl » Fan Kluby
Rozmiar tekstu: A A A
Po dziewiątym etapie Dakaru
Na dziewiątym etapie Dakaru Hołowczyc walczył o pierwsze miejsce dachował przed metą i dojechał do niej czwarty. Małysz jechał swoim tempem, dojeżdżając do mety na 40 miejscu. Na dojazdówce wypadek miała czeska ciężarówka – załogę przewieziono do szpitala.
Hołowczyc jechał agresywnie utrzymując się nieco ponad dwie minuty za liderem. Dwadzieścia kilometrów przed metą Polak zjechał ze skarpy, a jego Mini dachowało. Auto udało się postawić na koła, ale Hołek zameldował się na mecie 10 minut za Gordonem.– „Etap rozpoczęliśmy z problemami ze zbyt wysoką temperaturą. Było to na około 5 kilometrów zaraz po starcie, na długich prostych, gdzie nie nadwyrężaliśmy auta, nie powinno się tak dziać. Mieliśmy 117 stopni i musiałem zdecydowani zwolnić. Jechaliśmy początek bardzo szybko, jednakże czujnie, aby nie przegrzać jednostki. Często puszczałem i dodawałem gazu i było ok. Kiedy skończyliśmy pierwszą część OSu dolaliśmy półtora litra wody i dalej spokojnie pojechaliśmy. Na dwadzieścia kilometrów przed metą strzeliliśmy jednak dacha. Szukaliśmy właściwej drogi. W momencie, gdy ją znaleźliśmy zacząłem gwałtownie skręcać. Tam był jednak bardzo duży trawers, z którego zaczęliśmy zjeżdżać, bałem się wyprostować auto, bo gdybym postawił je pionowo pojechalibyśmy jeszcze jedno piętro niżej. Problem w tym, że nie było go widać i jeśliby go tam nie było historia mogłaby się źle skończyć. A tak, zrolowaliśmy na dach i zostaliśmy na boku. Zaczęli pomagać nam kibice oraz jeden z motocyklistów i udało nam się postawić samochód na koła. Oczywiście straciliśmy sporo i oddaliliśmy się od lidera w generalce. Był to jednak dobry OS, nawiązaliśmy walkę z Peterhanselem i dobrze, że jesteśmy na mecie” – powiedział Hołowczyc. Małysz przyznaje, że na trasie często korci go, by przyspieszyć. Wtedy zawsze odzywa się pilotujący go Marton, który nakazuje przyhamować i pamiętać o mecie w Limie. Na wtorkowym etapie Adam dostał jednak pozwolenie na chwilę szaleństwa. Na karkołomnym zjeździe do mety w Iquique mógł rozpędzić swoją rajdówkę do prędkości maksymalnej. – „Ten zjazd okazał się zarąbisty. Jak już w połowie Rafał popuścił mi cugli, mogłem sobie jechać tak, jak chciałem i ile się dało” – cieszył się Małysz – „Ogólnie etap uważam za udany. Pierwsza część była bardzo trudna. Znów mnóstwo fesz feszu. Ciężko się w tym jedzie, tym bardziej między ciężarówkami. Z kolei o ostatnich 100 kilometrach wszyscy mówili, że będą to trudne, wysokie wydmy. Mnie jechało się świetnie, bez przygód” – mówił. Gryszczuk z Krawczykiem znów dotarli na biwak ze zdemolowanym samochodem. Stało się tak, bo wpadli do rowu.– „Straciliśmy tylko kawałek zderzaka, mało istotny dla samochodu fragment plastiku. Wysoko w górach jechaliśmy w fesz feszu. Nagle zapalił się alarm ostrzegający o stojącym w pobliżu innym aucie. Okazało się, że jest ono 3 metry przed nami. Gwałtownie zahamowałem i skręciłem, wpadając do takiego samego rowu. Tylko że z prawie zerową prędkością, więc straciłem tylko kawałek zderzaka, a oni stracili przedni napęd. Nie zazdroszczę” – relacjonował Gryszczuk. – „To był bardzo trudny etap. Gratulacje dla każdego, kto go ukończy. A podwójne dla tych, co dokończą go w nocy. Nieprzyjemne było pierwsze kilkaset kilometrów. Trasa prowadziła po kamykach, pod którymi znajdował się miękki piasek. Kupę aut się tam gotowało. My też mieliśmy problemy z temperaturą, ale ponieważ najważniejsza jest meta, pozwoliliśmy sobie na kilka przerw na chłodzenie samochodu” – opowiadał Gryszczuk. Atmosferę w ekipie psuł wypadek Alesa Lopraisa i jego załogi, która po tym jak prowadzący ciężarówkę mechanik zasnął i wjechał do rowu, została przetransportowana do szpitala. – „Na dojazdówce przeżyliśmy szok, widząc wywróconą ciężarówkę Lopraisa. Znamy go, przyjeżdżał trenować do nas na poligony - mówił Adam Małysz. - Wiemy, że Ales wyszedł z kabiny o własnych siłach, ale jego mechanik i nawigator zostali przeniesieni do helikoptera na noszach. Cała załoga jest w szpitalu. Nieswojo się czuję, bo przyjaźnimy się i razem trenujemy. Mamy nadzieję, że nic im się nie stanie. Takie wydarzenia na dojazdówce pokazują, jaki trudny jest ten rajd” – podsumował Albert Gryszczuk. Wyniki na 9 etapie: 1. Robby Gordon/Johnny Campbell (USA) Hummer H3 4:35.212. Stephane Peterhansel/Jean-Paul Cottret (F) Mini All4Racing +1.38 3. Nani Roma/Michel Perin (E/F) Mini All4 Racing +8.37 4. Krzysztof Hołowczyc/Jean-Marc Fortin (PL/B) Mini All4 Racing +10.39 5. Ricardo Leal dos Santos/Paulo Fiuza (P) Mini All4 Racing +15.23 6. Giniel de Villiers/Dirk von Zitzewitz (ZA/D) Toyota Hilux +18.03 (...) 40. Adam Małysz/Rafał Marton - 06:51.53 66. Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk - 07:55.22 Klasyfikacja generalna po 9 etapach:1. Peterhansel 24:41.14,2. Gordon +5.58, 3. Hołowczyc +16.49, 4. Roma +19:26, 5. de Villiers +54.10, (…) 36. Adam Małysz/Rafał Marton, 71. Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk. fot. Orlen Team, RMF Caroline Team |
Wypełnij ankietęZobacz film |
|